| oplutyblog |
| ::księga
gości:: 2011 marzec 2010 wrzesień maj kwiecień marzec luty styczeń 2009 grudzień listopad wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2008 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec |
Panta rhei Ustanowiłem wczoraj kolejny rekord bezmyślności, podczas powodzi informując klienta, że- "Nasz kurier kursuje w Łodzi między 9 a 17". Znajomi z szuflady stwierdzili, że gdyby nie moja radosna twórczość, dawno już zrezygnowaliby z tej roboty, a ja nadal nie wiem, czy traktować to jak komplement. (lepszej wersji nie znalazłem) opluty 2010-05-19 14:36:21 skomentuj (11) No i spokój Weekend rozpocząłem dziś, punktualnie o 22:39, kiedy skończyłem montowanie przyjacielowi dwóch arcynudnych samouczków. Już w sobotę rano pomyślałem sobie, że gdyby to było płatne zlecenie, a nie przysługa, to bez chwili namysłu zrezygnowałbym i poszedł w ten deszcz porządnie zmoknąć. Podsłuchałem dziś na przystanku kłótnię lumpów z dresiarzami. Ci pierwsi spierali się między sobą, oskarżając wzajemnie o "niehonorne" zachowanie przy podziale zawartości butelki, drudzy natomiast, chcieli zająć się swoją flaszencją i utarczki sąsiadów coraz bardziej ich drażniły. W końcu herszt sportowych w nieparlamentarnych słowach zwrócił się do kierownika brodatych: - Bo my kur... chcemy spokoju. - No my też chcemy spokoju. - Tak, ale nas jest więcej! :) Chodzi za mną od kilku dni jedna przywleczona z Yapy piosenka: Carabobo – „Dobranoc” opluty 2010-05-16 23:24:09 skomentuj (7) * Poniższy tekst w znacznej części miał być początkowo odpowiedzią na komentarz Skubanej pod poprzednią notką, ale uznałem, że wkleję go jako oddzielny wpis, bo niechcący napisałem kilka rzeczy, których nie chciałbym zgubić czy zapomnieć.
Kiedy w dniu katastrofy szedłem ze zniczem
pod Pałac Prezydencki, mijałem grupę udającą się docelowo na Marsz Żywych
(mieli to zresztą napisane na kurtkach) i zjebałem ich przewodnika jak chyba
nikogo wcześniej; wyobraź sobie, że w tym gęstniejącym, milczącym tłumie, przy
całej panującej wokół, wymykającej się wszelkim opisom atmosferze, dosłownie kilka
godzin po tragedii, wyjaśniał zdezorientowanym ludziom, że Lech był
niepopularnym homofonem, ksenofobem oraz gburem. Czy powinniśmy w takich
sytuacjach nie reagować, przedkładając uniknięcie żenującego poziomu pyskówki
nad obronę własnych przekonań i ludzi je wyrażających? Nie, z baranami
faktycznie nie pogadasz, nie wyjaśnisz im nic ani nie usłyszysz przekonywujących
argumentów, ale nie wolno nam milczeć ani dać się zakrzyczeć. Agresywnego
pijaka nie zignorujesz, bo wejdzie ci na głowę, jeżeli nie odpędzisz go
wycedzonym przez zęby „spieprzaj, dziadu”; niestety, jeśli w takich sytuacjach nie
zniżysz się do pewnego poziomu i nie kopniesz w dupę, to ów poziom ściągnie cię
do siebie i będzie jeszcze mniej estetycznie. A w ogóle, to pieprzyć estetykę.
(powyższy filmik wrzucam, bo razem z muzyką, jest w jakiś straszny sposób piękny)
Szczerze mówiąc, zawsze kiedy uderzam w takie górne tony jest mi trochę głupio i zaraz mam ochotę wszystko rozcieńczyć jakimś głupim żartem. Paradoksalnie, kiedy siadałem jakiś czas temu do komputera, chciałem opisać dwie absurdalne sytuacje z odległej przeszłości, ale się niechcący nakręciłem i oto efekt. A teraz idę spać. I chuj.
PS. I nie Kaczor, tylko Kaczuszka. opluty 2010-04-26 04:16:16 skomentuj (7) * Żałoba narodowa oficjalnie dobiegła już końca, ale czuję potrzebę pełniejszego rozliczenia się z tą tragedią, zanim na dobre wrócę do codzienności. Lech Kaczyński był moim prezydentem. Wspierałem Go cały sercem i nierzadko całym gardłem, a dzięki postawie, jaką prezentował, po piętnastu latach IIIRP mogłem w końcu czuć dumę z zachowania głowy państwa. Nie zataczał się, jak poprzednik, na symbolicznych grobach moich pradziadków, ale jako pierwszy godnie uczcił ich pamięć, nadając pośmiertne awanse.
W odróżnieniu od światowej, ale też w przeważającej części rodzimej wierchuszki, nie zadowalał się pustymi gestami, jak choćby podczas wojny w Gruzji przed dwoma laty.Wiele osób wypominało mu wtedy naiwność i warcholstwo, kilka miesięcy później marszałek Komorowski kpił ze „ślepych snajperów”, jednak Gruzini docenili wagę tamtych czynów, nieco pochopnie i naiwnie zmieniając ją w gorącą sympatię dla całego, bardzo w ocenie owych wydarzeń podzielonego polskiego społeczeństwa. Lech Kaczyński został oficjalnie uznany bohaterem narodowym Gruzji, a prezydent tego państwa dokonał cudów aby przybyć na Jego pogrzeb, tymczasem u nas- po staremu- w najlepsze trwała podgrzewana przez niektóre media szamotanina o miejsce pochówku Pierwszej Pary. Ścierwa pokroju Moniki Olejnik stawały na głowie, by dowieść, że za Wawelem stoi Jarosław Kaczyński, a spory tłumek w którym niestety odnajduję znajome twarze, postanowił obsmarować już podjętą decyzję. Mój stosunek do tej smutnej sytuacji najlepiej oddaje fragment wpisu, jakim odpowiedziałem na zaczepkę Roberta Kasprzyckiego- „Chciałoby się powiedzieć, że oceni to historia, ale ona zapamięta wyłącznie Lecha Kaczyńskiego”. No i właśnie, przykre jest to, że nawet w doniosłych chwilach znajdzie się grupa krzykaczy, która będzie w stanie pozostawić niesmak i choć następne pokolenia zapewne wcale o nim nie usłyszą, to my, współcześni, jesteśmy już dożywotnio skażeni tą szarpaniną nad trumną. Nie mogłem uwierzyć, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem listę ofiar katastrofy w Smoleńsku. Prawdę mówiąc, pomimo dziewięciu dni, nadal nie dociera do mnie, że o osobach które poniosły tam śmierć, będziemy mówić już tylko w czasie przeszłym. Pierwsza Para, Pani Ania Walentynowicz, prezydent Ryszard Kaczorowski, ks. Roman Indrzejczyk, Janusz Kochanowski, Zbigniew Wassermann, Gosiewski, Putra, Kurtyka, Szmajdziński, Gęsicka, Natalii- Świat, Szczygło, Stasiak, Wypych, Jaruga- Nowacka, Skrzypek, Karpiniuk… Opłakiwałem wszystkich, nawet tych którzy jeszcze niedawno wyzwalali we mnie nieodkryte wcześniej złoża wymyślnych wulgaryzmów, ale też do łez współczuję rodzinom, zwłaszcza córce, co w jednej chwili z jedynaczki stała się sierotą, oraz Jarosławowi Kaczyńskiemu, ilekroć pomyślę jak niewyobrażalny dramat musi przeżywać- utracił brata bliźniaka, w szpitalu leży jego ciężko chora, nieświadoma katastrofy matka, której będzie musiał przekazać informację o tragicznej śmierci syna i prawdopodobnie niebawem zostanie na tym świecie zupełnie sam. Już widzę, że nie zdołam opisać wszystkich emocji i refleksji, ale jestem o tyle spokojniejszy, że spróbowałem. Jeszcze tylko na sam koniec dodam cichutko, że chciałbym mieć szansę umrzeć równie pięknie.
opluty 2010-04-20 04:29:09 skomentuj (2) * "...przeleciał ptak przepływa obłok upada liść kiełkuje ślaz i cisza jest na wysokościach i dymi mgłą katyński las...". ![]() opluty 2010-04-10 23:19:40 skomentuj (4) „Czuję się taka wzdęta, to pewnie to życie w pośpiechu i nieregularne posiłki” To dopiero problem, psze pani. Ja natomiast czuję się niewyspany, co zapewne ma jakiś związek z tym, że do 8 rano oka zmrużyć nie chciałem, do 11 nie mogłem, a następnie już nie powinienem. Teraz oczywiście gotowym odpłynąć nawet podczas przenoszenia kredensu (długa historia), ale jeszcze kilka godzin wysiedzieć muszę, żeby np. nie wstać o 3, rześki niby majowa rosa i zły na siebie jak, nie przymierzając, Robert Oppenheimer. Spotkałem w piątek Cudaka. Nie jest to żaden Druh Mój Serdeczny, tylko człeczyna, którego zapewne widziałem przedwczoraj dwa razy- pierwszy i ostatni. Wracałem akurat z Termitiery, kiedy na przystanku zagadnął do mnie chłopaczek odziany w paltocik uszyty z czegoś, co wyglądało jak dromader nie całkiem martwy, a przy tym bezgranicznie zdziwiony sytuacją w jakiej się znalazł. Początkowo, ponieważ już w autobusie nie mogłem się powstrzymać od ukradkowej obserwacji Wielbłąda, myślałem, że podejdzie i powie coś w stylu- „mojemu przyjacielowi nie podoba się sposób, w jaki na niego patrzyłeś”. Na taki scenariusz byłem przygotowany i wręcz musiałem przygryźć policzki, żeby nie ryknąć śmiechem, owa postać tymczasem podeszła, pokłoniła się wywijając nieistniejącym kapeluszem (miał pióro), a zakończywszy performance, zapytała- „czy waćpan raczyłby poratować ogniem krajana w potrzebie?”.
„No kurwa”-
pomyślałem.
Na oświetlonej
ogniem zapalniczki twarzy Wielbłąda zauważyłem wyraźną konsternację, szybko
odpalił papierosa, rzucił pospieszne „dziękuję” i oddalając się nabrał takiej
prędkości, że jeszcze przed najbliższym skrzyżowaniem dogonił słowa, które
wypowiedział na powitanie. PS. Dziś spadł pierwszy w tym roku wiosenny deszcz, co odnotowuję z radością, zastanawiając się jednocześnie, czy mi do jutra kurtka wyschnie.
*Teraz pomyślałem, że przed moim domem jak najbardziej na miejscu byłby napis „Homer sweet Homer” opluty 2010-03-21 20:17:42 skomentuj (8) * Jeżeli ktoś wybiera się jutro do Łodzi i jeszcze nie wie, to gorąco polecam koncert Andrzeja Koryckiego i Dominiki Żukowskiej w "Zapiecku". Szczegóły TU opluty 2010-03-11 14:49:00 skomentuj (3) |
Siedem bytów z pawiem na czubku pawiczki obibok cwaniaczek takijeden świetlik tramp tj Ferajna martwa natura Ankea Hajw Skubana Rafał Nieustraszeni Łowcy Komuchów Fasola Boanna ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski Prawy Prosty Żołnierze Wyklęci Belumbowa? Maq Muzanna Kudłata Szamil Figgin To B, or not to B Karoten O, Mlecie! Supper Demirja Viv Kamol Agatka Lamencja Bzdurka Pól Ciompa Fiorella Mops Ray Dzia eMPe Śpioch Wyrostek Dżazga Vermont AKA Madison Ritual (...) Habitual Tałrus Diabełs Mamuśka Mgiełka Psycho Terefere Rugby Filli pYnezka Niczyj(a) Emailica Ormuss Więc, albowiem Solitaria Ptasiek ByKu Kapcioszki Arturro Eternel Cała Jaskra w ość Niebieski Migdał Pomoce Panel |